W mediach

TVP Szczecin: przed Kanarami

Kronika

Dim lights Embed Embed this video on your site

Say No! To Doping

Dim lights Embed Embed this video on your site

onet.pl: Natalia Partyka Niepełnosprawnym Sportowcem Roku 2011

onet.pl

Natalia Partyka została Niepełnosprawnym Sportowcem Roku 2011. Tak zdecydowała Kapituła Honorowa plebiscytu Sportowiec Roku 2011. Partnerem plebiscytu jest Radio ZET.

Do nagrody dla Niepełnosprawnego Sportowca Roku 2011 nominowani zostali: Patryk Chojnowski, Joanna Mendak, Natalia Partyka, Dariusz Pender, Marcin Ryszka i Arkadiusz Skrzypiński.

Członków Kapituły poprosiliśmy o wybranie trzech z nominowanych przez nas sportowców. Za pierwsze miejsce przyznaliśmy trzy punkty, za drugie – dwa, a za trzecie – jeden.

Kapituła Honorowa plebiscytu Sportowiec Roku 2011 w składzie: Witold Domański (Eurosport), Andrzej Grygierczyk ("Sport"), Jerzy Jakobsche (PAP), Tomasz Leżoń (Radio ZET), Włodzimierz Szaranowicz (TVP), Dariusz Tuzimek (nSport), Henryk Urbaś (PKOl), Tomasz Zimoch (Radiowa Agencja Informacyjna) i Łukasz Widuliński (Onet Sport) zdecydowała, że nagroda dla Niepełnosprawnego Sportowca Roku 2011 trafi do Natalii Partyki. Nasza tenisistka stołowa otrzymała 14 punktów. Drugie miejsce zajął Marcin Ryszka (pływanie, 10 punktów), a na trzeciej pozycji znalazł się Patryk Chojnowski (tenis stołowy, 6 punktów).

Natalia Partyka w 2011 roku po raz kolejny udowodniła, że należy do absolutnej czołówki w polskim i europejskim tenisie stołowym. Nasza zawodniczka wystąpiła w ćwierćfinale mistrzostw Europy w deblu, zdobyła srebrny medal mistrzostw Polski (również w deblu) oraz wygrała mistrzostwa Europy Niepełnosprawnych w klasie "10".

Tymczasem w plebiscycie Sportowiec Roku 2011 trwa decydujące starcie. Justyna Kowalczyk walczy w finale z Bartoszem Kurkiem. Głosowanie ruszyło o godzinie 12:00 w poniedziałek i potrwa do środy do godziny 11:59.

O plebiscycie Sportowiec Roku 2011 czytaj i słuchaj w Radiu ZET

GW: Sezon 2011? Szalony!

Gazeta Wyborcza

Przygotowania do "londyńskiego" sezonu trwają. Pierwszy test/start już w lutym (tradycyjny wyjazd na Kanary, wyspa Lanzarote), gdzie przygotowuje się większość najlepszych zawodników świata - specjalnie dla "Gazety" pisze Arkadiusz Skrzypiński, multimedalista MŚ i kandydat do występu w paraolimpiadzie

W minionym roku byłem jednym z wybrańców losu, bo mogłem ścigać się w tęczowej koszulce mistrza świata, a więc przeszedłem do historii. Musiałem dźwigać ten "ciężar". Teraz jednak już wiem, że wcale mi to nie przeszkadzało. Wiem, że dobrze znoszę presję, że mam ten luz, który jest potrzebny w rywalizacji na najwyższym poziomie. Dlatego wiem, że z Londynu wrócę z medalem!

Wiem, że będę doskonale przygotowany fizycznie przez trenera kadry Tomka Bartosika, że jestem pod okiem fizjoterapeutów, że stosuję odpowiednie suplementy. Wiem, że będę miał doskonały handbike przygotowany specjalnie dla mnie przez niemieckie zakłady Sopur. Wiem, bo zrozumiałem, w jaki sposób szef Team Sopur Errol Marklein spokojnie przez lata prowadził mnie na szczyt (zdradził mi ostatnio wszystkie elementy tej układanki, zobaczył m.in., jak radzę sobie z przeciwnościami). Wiem, ile osób na mnie liczy, i nie spalę się przed startem.

Mam za sobą rok, który może i zakończył się utratą tytułu mistrza świata, ale przyniósł mi kolejne doświadczenia, które zaprocentują w tym rozpoczynającym się.

Zaczynałem na Wyspach Kanaryjskich od testów czegoś, co źle wygląda, ale jest bardzo szybkie. Błysk w głowie i mam handbike, którego rywale nie rozumieją, ale się sprawdza na trasach. Trafiam tam dwa razy na podium. Potem są zwycięstwa w Polsce (Poznań, Kraków), gdzie pojawia się Rafał Wilk, nowy, bardzo dobry zawodnik reprezentujący Start Szczecin. Pojawił się zatem ktoś, kogo nie znam tak doskonale jak Zbyszka Wandachowicza. Ktoś, kto zmusza mnie do ekstremalnego wysiłku w kraju, a zarazem współpracując, zaczyna ze mną tworzyć trzon kadry Polski, która powinna coś znaczyć w świecie.

Pierwszym poważnym testem formy był wielkanocny wyścig we francuskim Rosenau (bardzo płaska i szybka trasa). Sprinterski pokaz przegrywam z Niemcem przez wskazanie z fotokomórki.

Zaczynają się kłopoty organizacyjne w kraju, a ja jako mistrz świata nie wyobrażałem sobie siedzenia w domu, gdy w australijskim Sydney walczy się o punkty UCI, tak potrzebne do olimpijskich kwalifikacji. Dzięki prywatnym sponsorom i pomocy miasta Szczecin udaje mi się tam dolecieć. Niestety, masę energii uciekło przez to w złą stronę i skończyłem fatalnymi dla mnie miejscami - 4. i 9.

Powrót do Europy, kolejne starty we Francji (doczekaliśmy się polskiej drużynowej jazdy i zwycięstwa Rafała Wilka) i we Włoszech (to tam sprawdzaliśmy się przed MŚ).

Czerwiec i lipiec to Puchary Świata. W hiszpańskiej Segovii w jeździe na czas przebita opona i odległe miejsce, a ze startu wspólnego "przestrzelony" finisz i drugie miejsce po bardzo widowiskowym podjeździe na kostce. Przed startami w kanadyjskim Baie-Comeau znów kłopoty organizacyjne (oj, gryzłem się wtedy w język, bardzo gryzłem). Udaje mi się jednak przez parę minut o tym nie myśleć i zdobywam podium w starcie wspólnym i tradycyjne czwarte miejsce w jeździe na czas.

W wakacje wyczerpujące treningi w Wiśle i na szczecińskim torze kolarskim. Przy okazji są mniejsze, ale zwycięstwa w Pucharze Europy na Słowacji, w międzynarodowych mistrzostwach Czech i w kilku imprezach w Polsce.

Wrzesień to przede wszystkim mistrzostwa świata w duńskim Roskilde. Ciągle zbyt dużo na głowie, a w ostatniej chwili dochodzą kłopoty ze sprzętem, a nie mamy już czasu na reakcję. To, co wymyślił trener przed startem do indywidualnej jazdy na czas, powinno przejść do historii, ale jest to tak nieprawdopodobne, że i tak by nikt nie uwierzył. Teraz już wiem, że i na kwadratowych kołach też się mogę ścigać. Które miejsce? Oczywiście, że czwarte.

Na start wspólny o MŚ przyjechały najbliższe mi osoby, przyjaciele. Z zewnątrz wyglądało to na totalną dekoncentrację, ale nie dla mnie, bo czułem się świetnie. Wiedziałem, że jadę walczyć o złoto. I używając najpopularniejszego polskiego słowa "gdyby", to gdyby meta była 10 m bliżej, toby polski hymn zagrali, a tak znów zbyt wcześnie wystrzeliłem do finiszu i zabrakło paru centymetrów do szczęścia, jeden Francuz dał mi radę.

Od tamtej pory w głowie mam już głównie Londyn, czas na popełnianie błędów się skończył. W moim ulubionym Berlin Marathon byłem drugi, a wygrał kolega z teamu. W Heidelbergu byliśmy razem bardzo blisko rekordu świata na dystansie maratonu. W światowym rankingu UCI jestem na trzeciej pozycji.

Po dwóch tygodniach odpoczynku pojechałem do Wisły na pierwsze przygotowawcze zgrupowanie. Dbam o zdrowie, czekam na Londyn.

Sponsoring

Sunrise Medical

COLOS SPORT

Vobis

Craft

Tenson

Diagnostix

i-trenink.com

Rudy Project

Gregorio

Przyjaciele:

miasto Szczecin

K.S.I. Start Szczecin

Fundacja AVIVA

Wydział Informatyki Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego

Achilles International

AgaReh - Rehabilitacja i Profilaktyka w Szczecinie

Sony Ericsson

White Eagle

RehaFund

Ministerstwo Sportu i Turystyki

Patroni medialni:

TVP Szczecin

Gazeta Wyborcza Szczecin

MaratonyPolskie.pl

Szukaj

Text Size